-
Koszyk jest pusty
-
x
Darmowa dostawa od 250 zł. Czas oczekiwania na próbki: do 14 dni
Jak przechowywać perfumy, żeby po roku pachniały tak samo?
Ten sam flakon, inny zapach
Pamiętasz pierwsze psiknięcie? Cytryna, bergamotka, coś jasnego, co trzymało się przez cały dzień i sprawiało, że ktoś w windzie pytał, czym tak pachniesz. Minął rok. Sięgasz po ten sam flakon, naciskasz atomizer i czujesz coś płaskiego. Trochę kwaśnego, trochę jak stary alkohol, a po kwadransie na skórze nie zostaje prawie nic.
Pierwsza myśl: podróbka. Druga: może się przyzwyczaiłam i po prostu już tego nie czuję. Obie są zwykle nietrafione.
Perfumy nie mają daty ważności wbitej na sztywno. Dobrze trzymany flakon pachnie tak samo przez trzy do pięciu lat od otwarcia. Źle trzymany potrafi się zmienić w kilka miesięcy, a czasem wystarczą dwa, trzy tygodnie na słonecznym parapecie. Różnicę robi półka, na której stoi, a nie to, ile kosztował ani skąd pochodzi.
Wszystko, co psuje perfumy, da się wyeliminować w pięć minut i bez kupowania czegokolwiek. Niżej masz, co dokładnie dzieje się we flakonie, gdzie w domu jest dla niego najgorzej i jak rozpoznać, że zapach już się zmienił.
Co się dzieje we flakonie, kiedy nie patrzysz
Perfumy to w większości alkohol, w którym rozpuszczono kilkadziesiąt, czasem kilkaset cząsteczek zapachowych. Każda reaguje z otoczeniem trochę inaczej, ale wrogów mają wspólnych: ciepło, światło i powietrze.
Ciepło przyspiesza każdą reakcję chemiczną we flakonie. Przybliżona reguła mówi, że co 10°C więcej zmiany idą mniej więcej dwa razy szybciej. Flakon w pokoju, gdzie jest 20°C, starzeje się spokojnie. Ten sam flakon na parapecie od południa, gdzie w lipcu szkło nagrzewa się do 40°C, zmienia się czterokrotnie szybciej. I nie trzeba do tego lata, wystarczy kaloryfer.
Światło, zwłaszcza słoneczne, rozbija wiązania w cząsteczkach zapachowych. Zwykłe szkło przepuszcza część ultrafioletu, a ciemny flakon tylko ten proces spowalnia. Kilka tygodni na słońcu potrafi zmienić i zapach, i kolor płynu.
Powietrze wchodzi do flakonu przy każdym psiknięciu. Tlen reaguje z olejkami zapachowymi, podobnie jak brązowieje przekrojone jabłko. Im mniej perfum zostało, tym więcej powietrza nad nimi, dlatego ostatnia jedna trzecia flakonu zmienia się szybciej niż pierwsza.
Wszystko to uderza najpierw w nuty głowy. To najlżejsze i najbardziej lotne składniki: cytrusy, bergamotka, świeże zielone akordy, owoce. Dlatego zepsuty zapach rozpoznajesz od razu po psiknięciu, a baza, drewno i piżmo, trzyma się zwykle dłużej. Otwarcie jest pierwszą rzeczą, którą czujesz, i pierwszą, która znika.
Gdzie w domu perfumy starzeją się najszybciej
Jeśli twoje perfumy stoją w łazience albo na parapecie, masz towarzystwo. Tam trzyma je większość z nas, bo tam są pod ręką albo ładnie wyglądają. I dokładnie tam zmieniają się najszybciej.
Łazienka. Najczęstszy wybór i najgorszy. Flakon stoi przy lustrze, bo przy lustrze się szykujesz. Tyle że po każdym prysznicu temperatura skacze o kilka stopni, wilgotność dochodzi do maksimum, a wieczorem wszystko stygnie. Ta sama huśtawka codziennie, przez cały rok, i przy każdej z nich zapach dostaje w kość.
Parapet i półka w słońcu. Flakony wyglądają tam pięknie, światło przechodzi przez szkło i robi się z tego mała witryna. Dla perfum to najkrótsza droga do zmiany zapachu, bo ciepło i ultrafiolet działają tu jednocześnie, dzień w dzień.
Wszystko przy kaloryferze. Ten punkt robi się aktualny właśnie teraz, kiedy rusza sezon grzewczy. W większości polskich mieszkań grzejnik siedzi pod oknem, więc parapet dostaje z dwóch stron naraz: od słońca z góry i od kaloryfera z dołu. Komoda przy grzejniku i półka nad nim też odpadają.
Samochód. Flakon w schowku albo w torebce zostawionej w aucie na godzinę. Latem wnętrze auta na słońcu nagrzewa się do 50-60°C, zimą przemarza. Jedno upalne popołudnie potrafi zrobić więcej niż miesiąc na półce.
Toaletka pod lampą. Mniej oczywiste miejsce. Żarówka halogenowa albo tradycyjna grzeje i świeci na flakon kilka godzin dziennie, zwykle z odległości kilkunastu centymetrów. LED-y są tu dużo łagodniejsze, ale sama lampa nad flakonem to i tak zły pomysł.
Lodówka i potrząsanie flakonem, czyli dobre chęci, które szkodzą
Skoro ciepło szkodzi, to może lodówka? Ta rada krąży po forach od lat i ma w sobie ziarno prawdy. Niska, stała temperatura faktycznie spowalnia wszystko, co dzieje się we flakonie.
Problem w tym, że perfum w lodówce nie trzymasz na stałe, tylko wyjmujesz je co rano. Zimne szkło w ciepłym pokoju od razu łapie parę, flakon w ciągu kilku minut przeskakuje o kilkanaście stopni, a wieczorem wraca na półkę przy mleku. Robisz mu codziennie tę samą huśtawkę, przed którą właśnie uciekłaś z łazienki. Do tego zimne perfumy na skórze pachną przez pierwsze minuty płasko i słabo, więc łatwo psiknąć o dwa razy za dużo.
Lodówka ma sens dla jednej grupy: kolekcjonerek, które trzymają zapas nieotwartych flakonów i sięgają po nie raz na pół roku. Do perfum używanych na co dzień lepsza jest zwykła szafa.
Drugi nawyk to potrząsanie flakonem przed użyciem, „żeby się wymieszało". Perfumy nie rozwarstwiają się jak sok z kartonu, składniki są rozpuszczone w alkoholu na stałe. Potrząsanie nic nie miesza, za to rozbija płyn o powietrze, które stoi nad nim we flakonie. Im bardziej pusty flakon, tym więcej tego powietrza. Po prostu psiknij.
Dlaczego arabskie perfumy lepiej znoszą czas
To, co wyżej o nutach głowy, działa też w drugą stronę. Skoro najszybciej giną lekkie, lotne składniki, to najdłużej żyją te ciężkie. A na ciężkich składnikach stoi cała arabska perfumeria: oud, ambra, piżmo, żywice, wanilia, drewno sandałowe. To cząsteczki, które powoli parują na skórze i równie powoli zmieniają się we flakonie.
Dlatego świeża woda toaletowa z cytrusowym otwarciem po roku na parapecie będzie nie do poznania, a orientalna kompozycja na bazie oudu w tych samych warunkach straci głównie pierwsze minuty. Nie znaczy to, że możesz ją trzymać na kaloryferze. Znaczy tylko, że wybaczy ci więcej.
Dobrym przykładem jest Swiss Arabian Shaghaf Oud Tonka. Na otwarciu ma jedną nutę, migdał, a cała reszta to cynamon, róża turecka, fasolka tonka, wanilia i drzewo bursztynowe. Nie ma tu cytrusowego startu, który mógłby zwietrzeć jako pierwszy. Podobnie zbudowana jest Lattafa Bade'e Al Oud Honor & Glory: ananas i crème brûlée na starcie, a pod spodem wanilia, drzewo sandałowe i drewno kaszmirowe, czyli baza, która pracuje najdłużej.
Osobna historia to olejki perfumowane, oznaczane jako CPO. Nie mają w ogóle alkoholu, więc przy każdym otwarciu nie ulatnia się z nich to, co z klasycznej wody perfumowanej. Dobrze zakręcony olejek w szufladzie wytrzymuje lata, a czyste attary z oudem potrafią z wiekiem nawet zyskać, trochę jak wino. Jeśli chcesz spróbować tej formy, Khadlaj Hareem Al Sultan Blue zaczyna się owocowo, a kończy drewnem, piżmem i bursztynem. Olejek nakłada się kroplami, więc 35 ml starcza na bardzo długo.
Fani arabskich perfum mówią jeszcze o maceracji. Świeżo otwarty flakon potrafi przez pierwsze tygodnie pachnieć ostrzej, z wyraźnym alkoholem na starcie, a potem kompozycja się układa. Jeśli nowe perfumy za pierwszym razem cię nie przekonały, nie skreślaj ich od razu. Odstaw je do szafy i wróć za miesiąc.
Jak przechowywać perfumy: instrukcja na 5 minut
Nie potrzebujesz specjalnej szafki ani termometru. Wystarczy, że przeniesiesz flakony w inne miejsce i zmienisz dwa, trzy nawyki.
Zostaw pudełko. Kartonik, który ląduje w koszu zaraz po rozpakowaniu, jest najlepszą ochroną przed światłem, jaką masz. Flakon w pudełku na półce w szafie to wersja idealna.
Wybierz szafę, szufladę albo komodę w sypialni. Najlepiej jak najdalej od okna i grzejnika. Chodzi o miejsce, gdzie przez cały rok jest mniej więcej 15-20°C i gdzie temperatura nie skacze w ciągu dnia. Sypialnia zwykle wygrywa z łazienką i kuchnią.
Zakręcaj od razu po użyciu. Nakrętka na atomizerze to coś więcej niż ozdoba, bo ogranicza dopływ powietrza i chroni sam rozpylacz.
Pod koniec flakonu przelej resztę do mniejszego. Kiedy zostaje jedna trzecia albo mniej, odpsikaj zawartość do małego, najlepiej ciemnego atomizera. Mniej powietrza nad płynem oznacza wolniejszą oksydację i zapach, który do ostatniej kropli pachnie tak jak na początku.
Do torebki bierz odlewkę, nie cały flakon. Torebka jeździ w samochodzie, leży na słońcu w kawiarni i wisi na krześle przy kaloryferze. Mała odlewka przyjmie to na siebie, a duży flakon zostanie w szafie. W Orientarte większość zapachów kupisz też w wersji 5 ml, więc możesz mieć jedno i drugie.
Jeśli masz kilkanaście flakonów i lubisz je widzieć, trzymaj na widoku jeden albo dwa, których używasz na bieżąco, a resztę schowaj. Kolekcja na półce wygląda pięknie tylko do momentu, w którym zaczyna pachnieć inaczej.
Jak poznać, że perfumy już się zmieniły
Najprostszy test robisz w dziesięć minut. Psiknij raz na nadgarstek albo na pasek papieru i powąchaj od razu, a potem jeszcze raz po kwadransie.
Pierwszy sygnał to otwarcie. Zepsuty zapach na starcie pachnie kwaśno, trochę jak ocet, czasem metalicznie albo ostro, jak zmywacz do paznokci. Cytrusowej świeżości, którą pamiętasz, po prostu nie ma. Po kilkunastu minutach, kiedy dochodzi do głosu baza, bywa, że wszystko wraca prawie do normy. To typowy obraz: umarła góra, a dół się trzyma.
Drugi sygnał to kolor, ale z nim trzeba ostrożnie. Płyn ciemniejszy niż na początku albo mętny to powód do czujności. Tyle że perfumy z dużą ilością wanilii ciemnieją naturalnie, nawet w idealnych warunkach, i wcale nie znaczy to, że się zepsuły. Kolor bez zmiany zapachu niczego jeszcze nie przesądza.
Trzeci sygnał to skóra. Utlenione składniki zapachowe częściej podrażniają. Jeśli perfumy, które nosiłaś latami, nagle zaczynają cię swędzieć albo zostawiają zaczerwienienie, odstaw je, nawet jeśli pachną jeszcze znośnie.
Zmienionego zapachu nie da się cofnąć. Da się za to nie dopuścić do tego przy następnym flakonie, i to jest cała robota: pudełko, szafa, zakręcona nakrętka.
Jeśli po tym tekście okazało się, że twój ulubiony flakon przestał rok w łazience, a szukasz czegoś, co lepiej zniesie codzienność, zajrzyj do Orientarte. Kompozycje z oudem, ambrą i wanilią wybaczają więcej, a w wersji 5 ml sprawdzisz je bez kupowania całego flakonu.